O autorze
Jestem przedstawicielem pokolenia, które nie wiem jak się nazywa w poważnych socjologicznych publikacjach, ale media w zależności od sytuacji nazywają je straconym lub tym, na które czeka wielki globalny American dream. Staram się przeto wierzyć w to drugie i z tej perspektyw patrzeć na świat. Jestem także studentem psychologii, Warszawiakiem z urodzenia i z przekonania, wielkim fanem jedzenia ulicznego. W swoim lekko introwertycznym świecie, żeby móc patrzeć jak zmieniają się ludzie, miasto i tworzy się nowy świat cyfrowy, nie zawsze wracam do domu najkrótszą drogą. Interesuje mnie też konsumpcja i nowe trendy miejskie. Nie lubię patosu i fantastyki. Wymyślanie mnie nudzi, a to co spotykam w realu jest ciekawsze. Czytam reportaże, szczególnie gorliwie te o Europie Środkowowschodniej. Chciałbym zamieszkać na czas jakiś w Berlinie i podpatrywać jak cały Friedrichshain pije Clubmate. Odpoczywam na mazurach. Jeżdżę konno. Jestem laureatem konkursu „Wiedzą pisane” organizowanego przez PZU, przy współudziale Newsweeka.

znajomi, których (jeszcze) nie znamy.

to nie jest wstęp do romansu

"Familiar stranger"- ostatnio zdałem sobie sprawę, że to empirycznie trafne angielskie określenie nie ma bezpośredniego polskiego tłumaczenia. Może właśnie dlatego zagadkowy fenomen osób, które rozpoznajemy podczas przygód dnia codziennego, ale nasza interakcja z nimi nigdy się nie rozwinęła, jest tak rzadko przedmiotem naszych rozważań. W globalnym świecie brak relacji lokalnych, chociażby tych sąsiedzkich, stanowi przykrą lukę.



Można przytoczyć teorię znawcy tego zjawiska- psychologa społecznego Stanleya Milgrama, który zbadał i opisał uniwersum "znajomych nieznajomych", ale wystarczy taka o to introspekcja: "Od kilku lat w windzie spotykam tą samą sąsiadkę (z częstotliwością iście losową zdarza nam się powiedzieć 'dzień dobry'), od kilku miesięcy natomiast zamawiam poranną kawę u tej samej baristki, a we wtorki na korcie obok gra zawsze to samo młode małżeństwo."

Zadając banalne pytanie: 'co dalej?' pozostaje odpowiedź rozczarowująca: 'nic'. Trochę udajemy, że w zasadzie to się nie znamy, trochę błądzimy wzrokiem, a trochę uśmiechniemy się unosząc jeden kącik ust- ot substytut słowa 'cześć'. Niewerbalnie wnioskować można, że obie strony długotrwałej acz chwiejnej relacji "znajomi nieznajomi" kojarzą się wzajemnie i nawet mają chęć na jakiś small-talk. Przestrzeń pozostaje jednak niezagospodarowana, a mur między stronami rośnie z biegiem czasu. Jak już nie zagadaliśmy po miesiącu, po dwóch będzie już całkiem niezręcznie się odezwać. Z łatwością dokonamy za to racjonalizacji- "pewnie mnie nie pamięta...".

Biorąc pod uwagę do jak wielu sieci społecznych należymy i jak chętnie manifestujemy to w rzeczywistości wirtualnej, fenomen "znajomych nieznajomych" w realu jawi się jako paradoks. Gdy zrobimy prawdziwy rachunek sumienia znajomych na facebooku, znajdziemy około 10% osób, z którymi zamieniliśmy kilka okazjonalnie- kurtuazyjnych słów albo tylko mijaliśmy je na korytarzu tej samej uczelni. Mimo tego przypisujemy im etykietę znajomych, a oni nawet czasem coś zalajkują. Bezsprzecznie z "internetowymi- prawie znajomymi" łatwiej nawiązać pierwszą relację, a nawet porozmawiać, gdy zobaczymy, że na wakacje jadą w tym samym kierunku co my. Na naszą korzyść działa zasób w postaci informacji profilowych i aktualności, dzięki którym mamy gotowy pretekst do rozmowy. A pani z windy? Jedyne dostępne info to fakt, że mieszka na piątym piętrze i jeździ czarnym Oplem. Small-talk o niemieckiej myśli motoryzacyjnej albo budownictwie wielkopłytowym- możliwy, ale dość ryzykowny...

Zbliżamy się jednak do rzeczywistości facebookowej, gdy spotykamy naszą sąsiadkę w zupełnie innej scenerii- w małym mazurskim pensjonacie bez windy. Ona nakłada rybę wędzoną na talerz, a my zaaferowani zdobyciem wiejskiego twarogu wpadamy na nią. I nie jest to scenariusz marnego romansu, choć de facto niezbadane są dalsze losy znajomości, a sytuacja kiedy łatwiej nam przyjdzie wypowiedzieć: 'dzień dobry' i ze szczerym zdziwieniem dodać: 'Pani tu? Przecież my mieszkamy w tym samym bloku...'. Tak kontekst Wielkich Jezior Mazurskich i lokalne atrakcje turystyczne sprzyjać mogą dalszej rozmowie przy herbacie i w konsekwencji lepszemu poznaniu. Życie dostarcza nam zatem informacji profilowych.

Może jednak warto uświadomić sobie ten fenomen i pracować nad sobą nienachalnie próbując poznać kilku najtrwalszych "znajomych- nieznajomych" bez konieczności zmiany scenerii?

"Dziewczyna w metrze czytająca książkę tegorocznej noblistki lekko się uśmiecha zza książki i szuka porozumienia wzrokowego. Odwzajemniam uśmiech i wtedy w zasadzie jest już jakaś więź testowa w wersji beta, przecież wiem, że wczoraj czytała Pilcha, a dwa tygodnie temu wybitnie zmęczona dniem poprzednim lekko drzemała opierając się o Twardocha. Gdy pojutrze sięgnie po kolejną lekturę, być może już porozmawiamy o literaturze, potem o tym czym się zajmuje..." i tak poranna podróż do centrum- jakieś 20 minut przebiegnie nam w miłym towarzystwie.

Znajoma stanie się znajomą, którą już nam. W teorii proste, w praktyce...
Trwa ładowanie komentarzy...