znajomi, których (jeszcze) nie znamy.

to nie jest wstęp do romansu

"Familiar stranger"- ostatnio zdałem sobie sprawę, że to empirycznie trafne angielskie określenie nie ma bezpośredniego polskiego tłumaczenia. Może właśnie dlatego zagadkowy fenomen osób, które rozpoznajemy podczas przygód dnia codziennego, ale nasza interakcja z nimi nigdy się nie rozwinęła, jest tak rzadko przedmiotem naszych rozważań. W globalnym świecie brak relacji lokalnych, chociażby tych sąsiedzkich, stanowi przykrą lukę.



Można przytoczyć teorię znawcy tego zjawiska- psychologa społecznego Stanleya Milgrama, który zbadał i opisał uniwersum "znajomych nieznajomych", ale wystarczy taka o to introspekcja: "Od kilku lat w windzie spotykam tą samą sąsiadkę (z częstotliwością iście losową zdarza nam się powiedzieć 'dzień dobry'), od kilku miesięcy natomiast zamawiam poranną kawę u tej samej baristki, a we wtorki na korcie obok gra zawsze to samo młode małżeństwo."

Zadając banalne pytanie: 'co dalej?' pozostaje odpowiedź rozczarowująca: 'nic'. Trochę udajemy, że w zasadzie to się nie znamy, trochę błądzimy wzrokiem, a trochę uśmiechniemy się unosząc jeden kącik ust- ot substytut słowa 'cześć'. Niewerbalnie wnioskować można, że obie strony długotrwałej acz chwiejnej relacji "znajomi nieznajomi" kojarzą się wzajemnie i nawet mają chęć na jakiś small-talk. Przestrzeń pozostaje jednak niezagospodarowana, a mur między stronami rośnie z biegiem czasu. Jak już nie zagadaliśmy po miesiącu, po dwóch będzie już całkiem niezręcznie się odezwać. Z łatwością dokonamy za to racjonalizacji- "pewnie mnie nie pamięta...".

Biorąc pod uwagę do jak wielu sieci społecznych należymy i jak chętnie manifestujemy to w rzeczywistości wirtualnej, fenomen "znajomych nieznajomych" w realu jawi się jako paradoks. Gdy zrobimy prawdziwy rachunek sumienia znajomych na facebooku, znajdziemy około 10% osób, z którymi zamieniliśmy kilka okazjonalnie- kurtuazyjnych słów albo tylko mijaliśmy je na korytarzu tej samej uczelni. Mimo tego przypisujemy im etykietę znajomych, a oni nawet czasem coś zalajkują. Bezsprzecznie z "internetowymi- prawie znajomymi" łatwiej nawiązać pierwszą relację, a nawet porozmawiać, gdy zobaczymy, że na wakacje jadą w tym samym kierunku co my. Na naszą korzyść działa zasób w postaci informacji profilowych i aktualności, dzięki którym mamy gotowy pretekst do rozmowy. A pani z windy? Jedyne dostępne info to fakt, że mieszka na piątym piętrze i jeździ czarnym Oplem. Small-talk o niemieckiej myśli motoryzacyjnej albo budownictwie wielkopłytowym- możliwy, ale dość ryzykowny...

Zbliżamy się jednak do rzeczywistości facebookowej, gdy spotykamy naszą sąsiadkę w zupełnie innej scenerii- w małym mazurskim pensjonacie bez windy. Ona nakłada rybę wędzoną na talerz, a my zaaferowani zdobyciem wiejskiego twarogu wpadamy na nią. I nie jest to scenariusz marnego romansu, choć de facto niezbadane są dalsze losy znajomości, a sytuacja kiedy łatwiej nam przyjdzie wypowiedzieć: 'dzień dobry' i ze szczerym zdziwieniem dodać: 'Pani tu? Przecież my mieszkamy w tym samym bloku...'. Tak kontekst Wielkich Jezior Mazurskich i lokalne atrakcje turystyczne sprzyjać mogą dalszej rozmowie przy herbacie i w konsekwencji lepszemu poznaniu. Życie dostarcza nam zatem informacji profilowych.

Może jednak warto uświadomić sobie ten fenomen i pracować nad sobą nienachalnie próbując poznać kilku najtrwalszych "znajomych- nieznajomych" bez konieczności zmiany scenerii?

"Dziewczyna w metrze czytająca książkę tegorocznej noblistki lekko się uśmiecha zza książki i szuka porozumienia wzrokowego. Odwzajemniam uśmiech i wtedy w zasadzie jest już jakaś więź testowa w wersji beta, przecież wiem, że wczoraj czytała Pilcha, a dwa tygodnie temu wybitnie zmęczona dniem poprzednim lekko drzemała opierając się o Twardocha. Gdy pojutrze sięgnie po kolejną lekturę, być może już porozmawiamy o literaturze, potem o tym czym się zajmuje..." i tak poranna podróż do centrum- jakieś 20 minut przebiegnie nam w miłym towarzystwie.

Znajoma stanie się znajomą, którą już nam. W teorii proste, w praktyce...
Trwa ładowanie komentarzy...