O autorze
Jestem przedstawicielem pokolenia, które nie wiem jak się nazywa w poważnych socjologicznych publikacjach, ale media w zależności od sytuacji nazywają je straconym lub tym, na które czeka wielki globalny American dream. Staram się przeto wierzyć w to drugie i z tej perspektyw patrzeć na świat. Jestem także studentem psychologii, Warszawiakiem z urodzenia i z przekonania, wielkim fanem jedzenia ulicznego. W swoim lekko introwertycznym świecie, żeby móc patrzeć jak zmieniają się ludzie, miasto i tworzy się nowy świat cyfrowy, nie zawsze wracam do domu najkrótszą drogą. Interesuje mnie też konsumpcja i nowe trendy miejskie. Nie lubię patosu i fantastyki. Wymyślanie mnie nudzi, a to co spotykam w realu jest ciekawsze. Czytam reportaże, szczególnie gorliwie te o Europie Środkowowschodniej. Chciałbym zamieszkać na czas jakiś w Berlinie i podpatrywać jak cały Friedrichshain pije Clubmate. Odpoczywam na mazurach. Jeżdżę konno. Jestem laureatem konkursu „Wiedzą pisane” organizowanego przez PZU, przy współudziale Newsweeka.

Student

Gdy zapragniesz coś napisać na „profesjonalnym” forum branżowym, netykieta nakazuje się przywitać, bo inaczej wszelki Twój post będzie potraktowany jako kryptoreklama- w przypadku postu wychwalającego lub czarny PR- w przypadku postu ganiącego. Zatem i ja czynię post witający, żeby pokazać, że jestem prawdziwy, nie jestem robotem Google i nie piszę precli.

Zastanawiałem się co zawrzeć w swoim opisie, a pierwsza myśl jaka przyszła mi do głowy to określenie: student. Bezsprzecznie jest to zgodne z prawdą, a postawienie tego określenia na czołowym miejscu, może zaprzeczyć stereotypowej medialnej opinii, że studia (zwłaszcza humanistyczne) nic nie dają i wszyscy będziemy bezrobotni. W konsekwencji bycie studentem lepiej zdeprecjonować i zamieść pod turecki dywan. Może lepiej się studiowaniem w ogóle nie chwalić? Może lepiej byłoby to zakamuflować i powiedzieć o sobie: aktywista, badacz, a nawet ekspert? Z żadnym z tych określeń się póki co nie utożsamiam, dlatego powiem otwarcie- student, albo student świadomy, które to określenie odróżni mnie od studenta papierowego, oczekującego od swojej edukacji jedynie dyplomu. Jako insider czuję się zatem uprawniony do napisania kilku swobodnych zdań o byciu studentem.



Kategoryzacji próba

Opis współczesnej społeczności studenckiej to też nie jest sprawa banalna. W zasadzie równie trudna jak opis całego współczesnego młodego pokolenia. W nazewnictwie kolejnych pokoleń „x, y, z” czuć eschatologię, bo zostają już tylko znaki diakrytyczne litery „z” i ciąg alfabetycznego etykietowania nieubłaganie dobiegnie końca. Trzeba będzie stworzyć nowy system opisu. Podobnie mówi się o studentach, że ta kategoria też się już wyczerpała. Faktycznie, z obserwacji wynika, że niewiele jest już „typowych” studentów, którzy mieszkają w akademiku, imprezują przy tanim winie, jeżdżą pod namiot w Bory Tucholskie, czekają cały rok na Juwenalia, a przed sesją nie wychodzą z biblioteki. Brać studencka ma się dobrze i ja sam będę miał wiele barwnych wspomnień z tego okresu, ale nie zmienia to faktu, że środowisko bardzo się różnicuje. Mniej już beztroski, więcej planowania. Z drugiej strony studia to też już nie tylko kucie. Jest student imprezowicz- klubowicz, student biznesmen, wieczny student, student pracujący, student singiel, student rodzinny, student naukowiec, student walczący, student kosmopolityczny, student bierno-malkontencki, etc. Zaryzykowałbym nawet mariaż kategorii student z popularnymi medialnymi hasłami- i tak mamy studenta leminga i chociażby- studenta hejtera…

Brak w tym wartościowania, czy oceny. To tylko obserwacje. Moim zdaniem w tej różnorodności siła wyższej edukacji. Dla wszystkich jest miejsce.

Studenci jeżdżą po całym świecie, jeszcze przed uzyskaniem dyplomu pracują w korporacjach, zakładają fundacje, wynajmują mieszkania w Wilanowie (pewnie jeżdżą też Toyotami Auris- czyż nie idealny student leming?), rzucają jedne studia by wybrać inne, czasem z drugiego bieguna nauki, albo zawieszają swą edukację na pierwszym roku studiów, bo wyższym szkolnictwem rozczarowali się totalnie. Żyją ze stypendium, pracują, albo wydają na potęgę pieniądze rodziców. Na uczelnie przychodzą często, do BUWu wpadają regularnie, albo ze swoją Alma Mater spotykają się tylko podczas egzaminów, w życiu nie wypożyczyli książki- skrypty są w sieci, a uczą się w kawiarniach i innych placówkach kultury czytając i prowadząc długie dysputy o świecie. Naukę traktują biznesowo- byleby mieć dyplom, albo misyjnie- posiąść wszechstronne wykształcenie, nieograniczone wybranym kierunkiem. Jedzą kackebaby o poranku na dworcu śródmieście, imprezują regularnie albo żyją w rytmie dom-praca-uczelnia-dom-sen i zielona herbata.

Nie jest łatwo ze studentami…

Student- sedno

W zasadzie nie o samo nazewnictwo tu tylko chodzi, bo to jedynie mój, nieco przejaskrawiony obraz, choć poparty głęboką obserwacją empirii. Warto spojrzeć na to co się pod studencką typologią kryje. To co najgłębiej, to różne studenckie potrzeby- taka mini piramida Maslowa. Może z tego powodu, że studenci mają różne oczekiwania i różne plany na życie wynikają tak negatywne oceny jakości kształcenia? Może dlatego mówimy o fenomenie studiowania bezrobotności? Zapewne większa elastyczność ze strony uczelni, która pozwalałaby nieco studia zindywidualizować, np. pogodzić z pracą, dodać do nich pierwiastek praktyki- nauki biznesu, treningu kreatywności, czy połączyć kierunek studiów z pozoru niezwiązaną pasją, spowodowałaby większą frekwencje i wskaźnik zadowolenia by wzrósł. Bo jak pogodzić ścieżkę naukową studenta, który od początku wie, że swoją przyszłość wiąże z korporacją i tego który już na studiach zakłada start-up i chce zostać przedsiębiorcą? A jak zatem zarazić niezdecydowanego co do swojej przyszłości pasją, jeżeli musi się przebić przez gruby mury niepojętej i zniechęcającej biurokracji?

Ponadto wmawianie, że pracy i tak nie będzie (a takie słowa padają nawet czasem ze strony wykładowców) to nic innego niż prowokowanie samospełniającego się proroctwa. Warto podkreślać samosterowność młodych ludzi i dać im możliwość wyboru. Jeżeli pesymistyczne nastawienie wdrukujemy już na pierwszym roku, to przez pięć lat studiów i długo po nich pozostanie tylko narzekanie- na uczelnie, na kryzys, na system…

Student wygrany

Co robić? Działać! Staże, praktyki, szkolenie czekają. Biblioteki są otwarte. Myśl kwitnie wśród młodych. I nie jest to banał. Potwierdzenie płynie z doświadczenia mojego i otoczenia. Oprócz obserwacji różnych typów studentów, wokół siebie widzę także jeszcze inną ważną kategorię- studentów wygranych. Niezależnie czy to studenci naukowcy, czy imprezowicze- są zadowoleni z tego co robią, studiują z pasją, specjalizują się w jakiejś dziedzinie. Nie wysyłają setek CV z nastawieniem, że i tak nie ma pracy. To oni- i ilościowo wcale nie jest to statystyczny margines kierują swoją karierą- naukową i zawodową. W wolnych chwilach składają rowery albo pracują w fundacjach. Chciałbym, żeby wszyscy studenci zamiast marudzić na kryzys szkolnictwa poczuli się wygrani i docenili stan ducha studenckości, jakkolwiek to definiują.
Trwa ładowanie komentarzy...